fbpx

Co nosimy, gdy nikt nie patrzy i dlaczego to ważne?

Od przeszło roku izolujemy się w domach. I o ile każdemu zdarza się dzień (czy kilka) w pieleszach, a i sporo osób wcześniej pracowało w/z domu, to faktem jest, że przez ostatni rok, ubiór “gdy nikt nie widzi” stał się po prostu elementem codzienności. Dla miażdżącej większości z nas – wypełnia naszą dobę, codziennie. I nie da się przeoczyć faktu, że mocno wpływa na to, jak wyglądamy, ale też jak siebie widzimy.

Słodka pułapka wygody

Nie zrozum mnie źle. Każda z nas czasem potrzebuje leniwego popołudnia. Nieśpiesznego śniadania, kawy w fotelu. Błogiej celebracji chwili i lenistwa w piżamie. Uwielbiamy też wygodę dzianinowych ubrań “po domu”: ich komfort cieplny i elastyczność na kanapie oraz brak troski o trwałość plamy po sosie czy detergencie. Ale początkowa wygoda łatwo staje się pułapką.

Bardzo dużo (cóż, głównie) pracuję z domu i moje “domowe biuro” jest nim od początku do końca. Zresztą regularnie chwalę się nim na Instagramie. Czy zdarzyło mi się pracować cały dzień w piżamie? Oczywiście! Czy mierzę się z pokusą podomowych ciuchów? Non stop!

Ale to, czego nauczyła mnie wieloletnia praca z domu to to, że na wszystko jest czas i miejsce, i że ubiór ogromnie wpływa na nasze samopoczucie. To nie tylko to, jak nas odbierają inni, to także na nasze własne: samoocena, samopoczucie i nastawienie.

Piżama może nam wręcz utrudniać pracę, bo przypomina nam o porze snu (z drugiej strony, gdy pracujemy w łóżku, będzie nam trudniej w nim zasnąć). Z kolei zdrowa rutyna (śniadanie, odrębne ubranie na czas pracy, delikatny makijaż, wydzielona przestrzeń i godziny pracy) sprzyja efektywnej pracy.

Ale przede wszystkim działa tu zasada:

“jesteś tym, co nosisz”

Jeśli wstaniesz z łóżka “lewą nogą” i ubierzesz się adekwatnie do tego nastroju (np. stary i znoszony dres pt. “nic mi się nie chce”), takim strojem umacniasz swoje złe samopoczucie i negatywne myśli na swój temat (“źle wyglądam”, “to nie mój dzień”, “wszystko jest do kitu”). Co widzisz w lustrze? Zniechęconą, zmęczoną, smętnie snującą się, niezadowoloną, niekształtną… kupkę dresówki – a Ty nie jesteś przecież starym dresem, albo legginsami mianowanymi na piżamę, prawda? ;). No właśnie!

Ale jeśli cały czas chodzisz w nieatrakcyjnej podomce, to z jakiej perspektywy będziesz codziennie oceniać siebie i swoje życie? A no właśnie z takiej, z jakiej – nomen omen – sobie założysz. Będziesz widzieć W SOBIE tę paskudną podomkę.

Tymczasem ubierając się w coś ładnego, kolorowego, inspirującego Cię, siłą rzeczy wprawiasz się w lepszy nastrój. Dobry kolor, ładny strój i fryzura sprawią, że w lustrze zobaczysz zadbaną, atrakcyjną kobietę. I zaczniesz tak o sobie myśleć. A jeśli myślisz tak o sobie codziennie, to staje się Twoim przekonaniem o sobie samej. W efekcie te drobne czynności, ta dbałość o siebie, przychodzą Ci coraz łatwiej, zachęcają do działania, poprawiają samopoczucie i obraz siebie. Nie ważne, z jakim nastrojem zaczynasz. Tu – oprócz zasady pierwszej – sprawdza się zasada:

“Fake it, till you make it”
(czyli udawaj tak długo, ci się uda naprawdę).

Jak o siebie zadbać?

1) Kup ładne ubrania w swoich najlepszych kolorach, także piżamę.
– ubrania w Twoich kolorach Cię zdobią. Także wtedy, gdy umęczona po dniu zmywasz makijaż lub wstajesz zaspana i rozczochrana. Jaka to nowa jakość widzieć swoją buzię ładną nawet w takich okolicznościach ;).

Dodajmy, że złe kolory za to kradną Ci urodę. Pomyśl o tym zwłaszcza w kontekście piżam i ubrań po domu, gdy rzadko nosisz makijaż, patrzysz na siebie wytarganą wprost z łóżka lub zmęczoną przed snem.

2) Wyrzuć zniszczone ubrania “tylko po domu”.
Jeśli nie pokazałabyś się w nich swojej największej rywalce lub nowej miłości życia, to znaczy, że nie są w dobrym stanie. Wywal i już. Poza tym jaki sens mają gorsze ubrania po domu, gdy to jedyne miejsce, w którym przebywasz?

Kup zdobiące Cię (kolorem i fasonem) ubrania, w których Ci wygodnie. Rok temu publikowałam całą listę marek, na które pod tym kątem warto zwrócić uwagę. To dotyczy też kapci – jak każde buty, mają ogromną moc. Serio!

3) Pamiętaj, dla kogo to robisz.
A robisz to tylko i wyłącznie dla siebie! Nie dla akceptacji i podziwu ze strony innych, ale dla siebie.
Bo zasługujesz na swoją troskę o siebie i własne potrzeby – jakie by one nie były.

A więc – jeśli czujesz, że dziś dzień lenia, dresu i chipsów – poluzuj.

Ale jeśli właśnie popadasz w marazm i brak satysfakcji z siebie, zatroszcz się o siebie jak o swoją najlepszą przyjaciółkę. Pogadaj ze sobą lub z kimś bliskim – co czujesz, czemu Ci ciężko? Zastanów się, czego Ci trzeba i daj sobie to. Póki dbasz o siebie dla siebie, wszystko przyjdzie łatwiej.

Przytulam!

Scroll to top

Kupując przez Internet od przedsiębiorców [co do zasady] przysługuje Ci tzw. prawo do namysłu (odstąpienia od umowy w terminie 14 dni). Dostarczony produkt możesz zwrócić nie podając przyczyny.

Prawo do namysłu nie dotyczy jednak treści cyfrowych, które "z Internetu" pobierasz na swoje urządzenie. Mówiąc prosto - nie masz jak takiego produktu fizycznie "zwrócić" (bo jak? odsyłając e-mailem?) i zawsze możesz gdzieś przechowywać jego kopię.

Zaznaczając check-box, produkt otrzymasz natychmiast, ale nie będziesz mogła z niego zrezygnować.
Bez zaznaczenia zachowasz prawo do namysłu (gdybyś jeszcze chciała się namyśleć), ale produkt otrzymasz po 14 dniach, gdy to prawo wygaśnie.

Rezygnacja z prawa do namysłu nie oznacza, że nie możesz reklamować produktu w razie ewentualnych problemów :). Oznacza tyle, że jesteś pewna podjętej decyzji zakupu.